czwartek, 7 września 2017

Błażej i trudne sytuacje przedszkolne



Czy katar to choroba?


Kiedy tylko zaczyna się sezon przeziębień przez dziecięce strony internetowe przetacza się dyskusja, czy katar to choroba. Jest to jeden z tych tematów, jak zasadność szczepień przeciwko grypie i szkodliwość słodyczy, w których każdy jest ekspertem. Oczywiście jedni uważają, że katar to zupełnie nic, " u nas w przedszkolu wszystkie dzieci chodzą z glutem, a nawet i kaszlem i nikt nie sieje paniki". Zaraz pojawia się druga strona- " ja jestem dobrą, troskliwą matką i gdy tylko mój synek kichnie - od razu dostaje herbatę z syropem malinowym i żadnych spacerów ani tym bardziej chodzenia do szkoły!".

Kto jest dobrą matką?


Oczywiście tego rodzaju spory, toczone w internecie, sprowadzają się do wygrania w wyścigu, gdzie na mecie czeka medal dla "Najlepszej matki świata". Sporu nie da się jednoznacznie rozstrzygnąć, każdy ma dobre argumenty i właściwie każdy ma rację. Tak to wygląda w zwykłym, normalnym świecie. Gdzie dziecko, które jednak jest chore "na katar" zarazi inne dzieci w przedszkolu i dostaną one na przykład zapalenia krtani, które rozwinie się "z gluta". Będą chorować, jedno z rodziców musi na dwa tygodnie wziąć urlop, szpital w domu, dramat na Facebooku.

Dzieci potrzebujące wyjątkowej troski


A jak ta sytuacja może się skończyć, gdy dziecko ma na przykład ciężką, złożoną wadę serca i średnio pracujące płuca? Jak taki Błażej na przykład. Jak może się skończyć zwykły katar? Czasem po prostu siedzeniem w domu tydzień. Albo siedem dni. Z inhalacjami z soli fizjologicznej. To optymistyczny scenariusz, który właśnie skończyliśmy przerabiać.
W gorszym, ale realnym Błażej dostaje zapalenia krtani, potrzebuje sterydów, których ulotka jest dłuższa niż pisma Ojców Kościoła.  A może zapalenie płuc, koncentrator tlenu i szpital? Niestety także możliwe i prawdopodobne.

Przedszkole


Błażej chodzi do przedszkola specjalnego. Z definicji więc jest to miejsce, gdzie obowiązują inne reguły niż w zwyczajnych przedszkolach. Chodzą do niego dzieci, o które trzeba się wyjątkowo starannie troszczyć.

Co roku podpisujemy z przedszkolem umowę, gdzie:

Rodzic zobowiązuje się do pozostawienia dziecka na czas choroby lub przeziębienia poza opieką przedszkolną zgodnie z procedurą przyprowadzania do przedszkola dzieci zdrowych.

I my tak robimy. Jak tylko Błażej ma objawy infekcji, czyli katar, kaszel, brak apetytu - zostaje w domu. Żeby chronić jego, ale też inne dzieci.  Każdy z rodziców umowę podpisuje, niestety nie każdy ma chęć się z niej wywiązywać. Jedna z koleżanek Błażeja chodzi do przedszkola z glutem do pasa. Zielono - żółtym glutem. Podobno lekarz na to pozwala. Tak? Naprawdę? To może zaświadczenie? A, no zaświadczenie to nie, nie ma czasu. I tak oto już cała grupa w sierpniu była chora. Nie tylko dzieci, nauczyciele także. Prawdopodobieństwo mówi, że mamy prawo przypuszczać, że to właśnie koleżanka Błażeja przynosi do grupy zarazki.

Zamknąć dziecko z obniżoną odpornością  w domu?


Powiecie, że skoro tak się boimy o Błażeja to może powinniśmy zamknąć go w domu, wypisać z przedszkola i problem rozwiązany. Zgadza się, ale dlaczego mielibyśmy tak robić? Przedszkole jest dla Błażeja całym życiem. Jeśli nie chodzi kilka dni to staje się smutny i apatyczny. Podejmujemy ryzyko. Liczymy jednak, że w rodzicach innych dzieci mamy odpowiedzialnych partnerów, którzy troszczą się o całą społeczność przedszkolną.

Wątpliwości


Oczywiście nie da się udowodnić, czy mamy rację. Możemy tylko apelować o rozsądek i trzymanie się zasad. W końcu wszyscy zgodziliśmy się na nie podpisując umowę.

A jak to wygląda u was w przedszkolach i szkołach? Czy chore dzieci chodzą na zajęcia?

0 komentarze:

Prześlij komentarz