sobota, 13 maja 2017

Turnus rehabilitacyjny i Błażej



fizjoterapia ćwiczenia
Błażej w Michałkowie


Dwa tygodnie ciężkiej pracy. Dwie i pół godziny treningu i trzy godziny nauki. Codziennie. Trzeba wstać rano, zjeść śniadanie, wziąć lekarstwa i stawić się na sali ćwiczeń. Kilko dzieci, od maluszków po nastolatki już zaprawione w bojach. Przy każdym fizjoterapeuta. Materac, wałek i lustro dla każdej takiej pary. Godzina ćwiczeń. Przerwa, picie, szybka przekąska. Teraz zajęcia u logopedy, pedagoga, albo wspomaganie wzroku. Znów przerwa, można chwilę poleżeć. Druga część treningu. Przerwa. Kolejne zajęcia u logopedy. Wieczorem relaks z pieskiem podczas dogoterapii. Kolacja, sen. I od nowa. Dwa tygodnie solidnej pracy.

Tak wygląda turnus rehabilitacyjny dla dzieci. Żadne tam sanatorium z potańcówkami i spacerami w świetle księżyca. Czasem uda się tylko wyrwać na spacer pomiędzy zajęciami.

 Błażej jeździ do ośrodka Michałkowo w Bystrej. Niestety tym razem spędziliśmy tam tylko tydzień, bo Błażejek był podejrzany o bycie przeziębionym i po kilku godzinach spędzonych na miejscu musieliśmy wrócić do domu. Ale dobry i tydzień. Jest to zawsze też impuls do różnych nowości. U nas będzie to na pewno zmiana balkonika, przy którym Błażej uczy się chodzić.

Tak intensywna rehabilitacja jest bardzo  męcząca, ale efektywna. Zawsze kilka dni po przyjeździe, gdy Błażej odpocznie, widzimy efekty. Oczywiście nikt nie oczekuje, że zacznie biegać, albo jeździć na rowerze. Błażej jest subtelny także w swoich osiągnięciach. Powolutku, ale do przodu - to jego dewiza.

A co z mamą podczas tych wszystkich zajęć Błażeja? Mama odpoczywa. Leży, czyta, czyta i czyta. Nadrabia zaległości w leniuchowaniu. 


ćwiczenia fizjoterapia
Błażej podczas ćwiczeń w kombinezonie
Podróże są dla Błażeja stresujące. Sama wycieczka samochodowa to jest to, co Błażeje bardzo lubią. Gorzej, jeśli dojeżdżamy do miejsca, którego nasz przystojniak nie zna, nie kojarzy.


Gdy przyjechaliśmy do Michałkowa to po kilku godzinach chciał wracać do domu. A gdy tata wrócił do domu  zaczęły się potężne niepokoje. Na szczęście potem nie było już czasu na nerwy, bo zaczęły się ćwiczenia.

Teraz jesteśmy już w domu i czas na prawdziwy relaks. Co prawda rano Błażej był w swojej pani logopedy, ale to czysta przyjemność i zabawa. Na dalszą część dnia przewidziano tylko spacery, bajki i książki o księżniczkach.


1 komentarz:

  1. Błażejek ciężko pracował, a mama miała trochę luzu :). Dobrze, że mogliście wyjechać :). Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń