wtorek, 9 maja 2017

Co robimy, gdy Błażejem zawładną złe emocje


Jeszcze w latach siedemdziesiątych uważano, że gniew, agresja i autodestrukcja są nieodłącznym elementem niepełnosprawności umysłowej. Wynikało to z niskiego poziomu wiedzy o ludziach niepełnosprawnych, ich potrzebach i trudnościach.

Nie mówią, ale się komunikują


Dzisiaj wiemy, że każde trudne, dziwne zachowanie dzieci to komunikat. Niepełnosprawny nie krzyczy bez sensu. Krzyk może oznaczać, że dziecko się boi, jest zaskoczone. Może też być oznaką bycia szczęśliwym, czy podekscytowanym.Chce coś od nas dostać, albo czegoś nie chce. Może być też oznaką bólu albo zmęczenia. Pełen wachlarz emocji.

Oczywiście pierwszym problemem w tej sytuacji jest odkrycie, o co naszemu maluchowi chodzi. Ale dzisiaj przyjmę założenie, że wiemy, bo bardzo często wiemy.

Ale często nie wiemy, co robić, żeby przestało się denerwować, krzyczeć, prowokować wymioty.





 Nasza historia


Wymioty na zawołanie? Tak, tak u nas właśnie taki wspaniały sposób komunikacji wymyślił Błażej. A myśleliście, że zawsze jest taki miły i słodki jak na zdjęciach? Otóż nie jest.

Kiedy był bardzo mały i bardzo biedny wymiotował z powodów związanych z chorobą, pobytem w szpitalu i zażywanymi lekami. Po jakimś czasie zauważył, że gdy tylko widzimy, że jest mu niedobrze to natychmiast jesteśmy przy nim. I to mu się spodobało!

Przyczyny medyczne wymiotów skończyły się, ale Błażej zaczął w każdej stresującej sytuacji przywoływać nas wkładając ręce do buzi. Było to  bardzo frustrujące, denerwujące i oczywiście na początku natychmiast reagowaliśmy zgodnie z intencjami Błażeja.

Kiedy zorientowaliśmy się, że to sposób komunikacji postanowiliśmy, że musimy szybko coś zrobić. Nie wiedzieliśmy tylko - co?

Na szczęście wspiera nas w zrozumieniu Błażeja wspaniała pani psycholog z przedszkola. I ku wielkiemu rodzinnemu zdziwieniu po rozmowie z nią udało się szybko wyeliminować problem.

 Co to za złota rada?

Tłumaczenie i zmiana znaczenia gestu

Po pierwsze trzeba dzieciom wszystko tłumaczyć. Ok, niby każdy to wie. Ale wszystko to wszystko. Że teraz mama wyjdzie do kuchni, nie zniknie wcale na zawsze. Że będziemy wychodzić na spacer, niekoniecznie od razu do lekarza. Że skoro Błażej nie może podbiec do drzwi i zobaczyć, kto przyszedł, trzeba mu to powiedzieć. Że trzeba się pożegnać, gdy się wychodzi. 

Non stop narracja na żywo.

Po drugie, u Błażeja świetnie sprawdziło się przekierowanie gestu wkładania ręki do buzi w zależności od tego, co chciał przekazać. Czasem robił to, gdy się ucieszył, mieliśmy więc za zadanie pokazać mu, że wtedy trzeba klaskać. Albo gdy się denerwował, że ktoś wychodzi robiliśmy jego ręką "pa, pa". Gdy nie chciał jeść to też było "pa, pa" tylko skierowane w stronę zupy. I o dziwo, właściwie od razu zadziałało! A trzeba pamiętać, że Błażejowi z reguły ciężko idzie nauka. 

Jemu wcale nie było miło z tym prowokowaniem wymiotów, nie miał tylko narzędzi do tego by coś zmienić. Nie robił tego złośliwie, był po prostu sfrustrowany i koniecznie chciał nam to przekazać.

Krzyk

Zdarza się, że te sposoby nie działają. Czasem wystarczy, że coś wydarzy się niezgodnie ze znanym Błażejowi schematem i potrafi go to doprowadzić do takiego szału, że już zupełnie nie da się mu niczego wytłumaczyć. 

Jest jak maluszek, który nie rozumie świata, ma niedojrzały układ nerwowy, więc na każdą nowość reaguje obronnym krzykiem.

Tutaj porozumienie jest trudniejsze, bo rozmowa jest niemożliwa. Błażej wpada w taki stan, że na pewno nie dociera do niego, co mówimy.

Przytulanie też nie wchodzi w grę.

Zanosimy go wtedy do łóżeczka, żeby w komfortowych warunkach po chwili uspokoił się i dopiero wtedy wracamy do tłumaczenia. Gdy jest wyjątkowo dużo stresu, jakaś nowa sytuacja, zdarza się, że robimy to nawet kilka razy podczas jednego "epizodu". To pozwala mu dojść do ładu ze swoimi emocjami i możemy wtedy spokojnie wrócić do przerwanych czynności.

Dzieci, które prawidłowo się rozwijają uczą się czasem, co robić, gdy emocje je przytłaczają. Mają też do dyspozycji mowę, która świetnie pomaga wyrażać uczucia.

My mamy naszą mowę i kreatywność.

Liczenie

Oczywiście działamy po omacku i czasem tłumaczenie, czy próba wyciszenia złości także nie pomagają. Wtedy liczmy. Na przykład chcemy, żeby Błażej posiedział chwilę na nocniku, czego nie lubi (w domu, w przedszkolu oczywiście nie ma problemu). Sam z siebie nie chce siedzieć, ale kiedy zaczynamy głośno liczyć, po prostu :" jeden, dwa, trzy i cztery..." pod jakąś wesołą melodię, dzieje się magia. Okazuje się, że Błażej posiada jednak jakieś zasoby cierpliwości. Albo podczas ubierania, czego często nie znosi uznając chyba za niepotrzebną przeszkodę w wyjściu na spacer. Albo gdy nie chce jeść. "Błażej, jeszcze pięć łyżek i koniec". Działa, mimo że Błażejek nie rozumie liczb. 



Silne negatywne emocje Błażeja wyczerpują zarówno jego, jak i nas. Wspólnie uczymy się nad nimi zawładnąć i pokazać mu, jak radzić sobie z nimi  w akceptowalny społecznie i dobry dla niego sposób.

A wy jakie macie sposoby na przerwanie nerwów u dzieci?



0 komentarze:

Prześlij komentarz