sobota, 22 października 2016

Dlaczego Błażej nigdy nie pojedzie popływać z delfinami?




CODZIENNA REHABILITACJA


Staramy się nie podejmować na blogu Błażeja kontrowersyjnych tematów, ten jednak bezpośrednio dotyczy rodzin, które mają niepełnosprawne dziecko. Poruszeni wpisem mamy Dzielnego Franka
też chcemy zabrać głos w sprawie kontrowersyjnych terapii.

Temat dotyczy głównie rodziców dzieci z autyzmem, mózgowym porażeniem dziecięcym i z wadami genetycznymi - jak u Błażeja. Większość takich dzieci ma całą gamę najróżniejszych problemów. Trzeba chodzić nie tylko do pediatry, ale i kardiologa, psychologa, psychiatry, ortopedy, lekarza rehabilitacji, immunologa, neurologa, nefrologa, foniatry, hematologa i cokolwiek wam jeszcze przychodzi do głowy. My byliśmy u tych wszystkich wymienionych wielokrotnie i ciągle wracamy.
To jest jeden, medyczny, aspekt problemów.

Druga strona życia naszych dzieci to rehabilitacja.

FIZJOTERAPIA

Zaczynając od fizjoterapii. Już tutaj można się sparzyć. Z powodu ciągle nieuregulowanych kwestii ustawy o zawodzie fizjoterapeuty spotkamy na naszej drodze zarówno kogoś po latach studiów,  jak i masażystę po dwutygodniowym kursie korespondencyjnym. I obaj mogą sobie napisać na wizytówkach słowo "rehabilitacja".

Na szczęście w Krakowie mamy naprawdę duży wybór i możemy korzystać z usług najlepszych specjalistów. Z całego serca polecamy gabinet Rehakid. Jest to miejsce, gdzie wiedza łączy się z pasją i miłością do dzieci.

LOGOPEDIA

Tak, tutaj już trzeba mieć ukończone studia, ale metod, którymi pracują logopedzi jest co najmniej kilkadziesiąt. Oczywiście każdy uważa, że to jego sposoby pracy są najlepsze i jedynie skuteczne. Rodzice często stosują metodę prób i błędów, szukając kogoś, czyje zajęcia "coś dają". Czasem ten rezultat to mowa, czasem sprawne posługiwanie się alternatywnymi metodami komunikacji, a czasem czekanie, kiedy w końcu dziecko zasygnalizuje, że chce mu się pić.

A dalej to już otwierają się przed nami wrota do krainy miliona terapii, które zawsze mają swoich zagorzałych wyznawców, jak i wielu krytyków.

DELFINOTERAPIA

Kiedy usłyszeliśmy o niej pierwszy raz od razu chcieliśmy zabrać tam Błażeja. Pływanie z delfinami, które ma zrelaksować, pobudzić mowę, usprawnić mięśnie. Przeczytaliśmy o tym, jaki doskonały wpływ ma na chore dzieci kontakt z tymi zwierzętami.

Ale cóż, wrodzona nieufność kazała jednak poszukać głębiej. I okazało się, że nie ma żadnych dowodów na to, że to działa. Badania, które niby mają potwierdzać pozytywne działanie delfinoterapii zostały przeprowadzone na bardzo małej próbce dzieci, nie mają wartości naukowej. Za to jest wiele innych, bardziej wiarygodnych, gdzie okazuje się, że taki sam wpływ na dzieci ma sam pobyt w wodzie, albo głaskanie kota.

Organizatorzy takich wyjazdów nie wspominają też, że delfiny mimo, że wydają się nadzwyczaj łagodne to miewają ataki agresji. Może też dojść do zakażenia chorobami odzwierzęcymi, ale cóż, to by raczej źle wyglądało na folderach reklamowych. Dochodzimy do sedna delfinobiznesu.

Dwa tygodnie pobytu to koszt około dwudziestu tysięcy złotych.

Oczywiście dzieci jeżdżą, oczywiście rodzice widzą efekty. My jednak w nie wierzymy. Najczęściej dzieci są poddawane WIELU, naprawdę wielu terapiom i może się zdarzyć, że akurat po powrocie z takiego turnusu coś zaczyna się poprawiać. Głównie to chyba jest jednak taki problem, że ciężko przed samym sobą przyznać się, że dało się nabrać. Wszyscy pytają: "I co??? I jak na tych delfinach???", oczekując odpowiedzi:" Super, świetna sprawa". Rodzice też bardzo chcą widzieć efekty, a jak bardzo czegoś chcemy to wiadomo, każdą przesłankę będziemy interpretować tak, żeby wszystko się zgadzało.


Jeśli ktoś jest zainteresowany, a może rozważa taki wyjazd, poczytajcie najpierw tutaj , potem tutaj.


NIE DAWAJMY SIĘ NABRAĆ

Chcieliśmy iść też na terapię tlenem w komorze hiperbarycznej. Jedyne sześć tysięcy za dziesięć sesji. Na szczęście kardiolog wytłumaczył racjonalnie, że szkoda pieniędzy.

Rodzice dają też koszmarnie drogie suplementy (często po kilkanaście rodzajów - naprawdę!), badają żywą kroplę krwi, albo wydają góry pieniędzy na homeopatię (kiedy w końcu zniknie z aptek?!).

Nawet przy minimalnym wysiłku można dostać wsparcie z przekazywanego przez ludzi jednego procenta podatku. Wiedzą o tym wszyscy  znachorzy, "fizjoterapeuci", czy inni oszuści.

Nie daj się nabrać. Można te pieniądze wydać na terapie, które naprawdę działają. Na przykład hipoterapia, czyli jeżdżenie na koniu przy udziale terapeuty. Pomaga szczególnie u dzieci, które nie chodzą, ponieważ miednica, która porusza się podczas ruchu konia przypomina poruszanie podczas chodzenia. Dobrze brzmi, prawda? Też drogo, ale działa i nie znaleźliśmy żadnych danych, które by temu zaprzeczały.

A co wy myślicie na ten temat?






0 komentarze:

Prześlij komentarz