sobota, 23 listopada 2013

Błażej i sztuka nowoczesna

Błażejuś nadal chory. Migdałki zaropiałe, kaszel, ale na szczęście humor mu dopisuje:) Bierze encorton i dzięki temu kaszel też daje się znieść.
A co najważniejsze....od dwóch dni JE BUZIĄ. Musieliśmy wyjąć sondę, bo nasilała katar, miało być tylko na noc...ale je ładnie:) Niestety tylko ode mnie. Ale lepiej tak niż w ogóle;)
W wolnych chwilach tworzy Błażuch awangardowe arcydzieła:


A tutaj super pomysł, może by zrobić takie z sondą? Albo pegiem, albo po prostu z tlenem...

środa, 20 listopada 2013

Błażej i sezon na wirusy

No i cóż, niby ma Błażejuś dobre wyniki immunologiczne, myjemy mu rączki, we wszystkich kieszeniach noszę (i używam) żeli antybakteryjnych. I co? I nic to nie dało. Błaży podczas zeszłotygodniowej wizyty u kardiloga przywlókł coś rotawirusowego. Przez cały weekend bolał go brzuszek i zjadał marchewkę w ilościach hurtowych. Dzisiaj triumfalnie wrócił do przedszkola, nawet miał iść w piątek pierwszy raz na wycieczkę do muzeum. Ale niestety kaszel wstrzymał plany. Pani doktor pilnie wezwana z hospicjum na szczęście nie stwierdziła zmian w płucach, za to jakiś nalot w gardle jest. Na razie bez gorączki, kataru. Bez antybiotyku. Czekamy. Trzymamy kciuki.
A u kardiologa jakiś dodatkowy skurcz wysłuchali, Błaży miał założonego holtera. Wynik za tydzień. Tutaj też prosimy o kciuki.

Humor na szczęście dopisuje:



piątek, 15 listopada 2013

Błażej i karmienie

Nie, nie, tym razem nie będzie nic o jedzeniu Błażejka, on na razie rzucił ten nałóg do odwołania. Za to tata nauczył go karmienia siebie. Mam nadzieję, że to tylko o krok od samodzielnego jedzenia Błażejka:)
A oto jak to wygląda:, ta dam:




poniedziałek, 11 listopada 2013

Błażejek i hospicjum

Kiedyś, kiedyś słowo hospicjum kojarzyło mi się tylko ze starszymi, bardzo chorymi ludźmi, którym zostało kilka miesięcy życia. Gdy usłyszałam je w trzecim miesiącu życia Błażejka, to przeszył mnie dreszcz i nie chciałam żeby to jego dotyczyło. Za chwilę jednak poznałam panią doktor z hospicjum dla dzieci Alma spei  i Błażej mógł mieć nadzieję na opuszczenie szpitala. Przepisy są bowiem takie, że kiedy maluch ma sondę to nie można zostawić rodziców na pastwę losu, potrzebna jest pomoc. Wtedy już oswajałam się ze słowem hospicjum i zaczęło mi się kojarzyć coraz lepiej.
Kiedy w końcu udało nam się zabrać kawalera ze szpitala, to w domu pojawiły się panie doktor i pani pielęgniarka. Pokazały jak kąpać malucha (zasady tej pierwszej kąpieli zachowaliśmy do dzisiaj), opowiedziały jak wygląda opieka hospicjum, że będą nas odwiedzać i wspierać na różne sposoby. Pamiętam z tego pierwszego dnia posmak radości i strachu, który dzięki hospicjum był trochę mniejszy, wiedziałam, że mogę o każdej porze zadzwonić i prosić o pomoc. Dostaliśmy też koncentrator tlenu, inhalator, ssak, które niedługo się przydały. A oto jak wtedy prezentował się nasz chłopczyk:









A w ostatnią sobotę byliśmy na uroczystości pięciolecia istnienia "naszego" hospicjum. Błażej co prawda poszedł szybko spać, ale chwilę pooglądał i posłuchał:


Teraz kiedy myślę o hospicjum kojarzy mi się z dobrymi rzeczami, wizytami wolontariuszy, imprezami urodzinowymi organizowanymi dla Błażejka, Mikołajkami, wycieczkami....i że zawsze możemy liczyć na pomoc.

Dziękujemy za wszystko i cieszymy się, że ktoś wymyślił hospicja domowe!

środa, 6 listopada 2013

Podziękowania

W imieniu Błażejka bardzo dziękujemy za przekazanie mu jednego procentu podatku. Już wszystko się zaksięgowało i Błażuś otrzymał 6 085zł. Z całego (nomen omen) serca dziękujemy. Te pieniądze zostaną przeznaczone na turnusy rehabilitacyjne, jeden kosztuje około czterech tysięcy. Staramy się żeby Błażuś jeździł dwa razy w roku, więc pieniądze bardzo się przydadzą.
Bałam się, że po tegorocznych aferach związanych z organizacjami pożytku publicznego także i nasza funacja nie zostanie obdarzona zaufaniem. Tym bardziej dziękujemy za tak dużą kwotę i zapewniamy, że każda złotówka zostanie przeznaczona na leczenie i rehabilitację Błażejka. To jest tak, że dopiero na podstawie faktur, które bierzemy, na przykład na leki, pieniądze są nam zwracane, nad wszystkim czuwa fundacja.

Błażuś dziękuje!



niedziela, 3 listopada 2013

jednodniowy, poważny projekt "Jaka sonda, po co sonda?!"

Wczoraj wieczorem Błażej rzucił nam rękawicę, czy damy radę przez cały dzień go karmić buzią. Skoro jest już poważnym przedszkolakiem podjęliśmy wyzwanie. Chyba wie, co mówi! Sonda wyjęta, jedzenie się podgrzewa. Jest szósta trzydzieści. Od piątej Błażuś zjadł 190 ml. Do wieczora musi zjeść 1200. Trzymajcie kciuki!

A tak wygląda bez sondy, jeśli ktoś zapomniał;)

PODSUMOWANIE
Błaży zjadł prawie 1000 ml, więc trochę zabrakło, ale przez noc jeszcze nosek odpoczywa, od jutra znów sonda, ale nie poddajemy się! Będą kolejne próby!

piątek, 1 listopada 2013

Błażejek jesienną porą

Błażejek powoli przywyka do bycia przedszkolakiem. Codziennie pięć godzin uczy się, bawi, ćwiczy, nawiązuje kontakty, śpi...różne rzeczy. Ewidentnie dorasta i ma swoje sprawy, w których nie uczestniczymy. A kiedy go zostawiam to bardzo płacze i krzyczy...aż do zamknięcia przeze mnie drzwi z drugiej strony. Wtedy płacz płynnie przechodzi w śmiech. Myślę, że Błażejek ma dobre serce i po prostu nie chce mi zrobić przykrości, że tak świetnie się beze mnie bawi. Mądrala:)
Poza tym, popołudniami jeszcze ćwiczy, albo przyjmuje gości z hospicjum, a w planach mamy jeszcze dodatkowe zajęcia logopedyczne. Nadrabia też Bła wizyty lekarskie. Neurolog zbadał, dał skierowanie na EEG, okulista sprawdził dno oka- jest w porządku. Ale żeby sprawdzić, czy nie ma wady wzroku, potrzebne są specjalistyczne sprzęty, więc mamy kolejne skierowanie.
Jedzonko buzią idzie coraz lepiej, zaczyna nawet pić. Od kilku dni jedną trzecią tego, co powinien zjada buzią. Super więc:)

No i wzrasta Błażejkowi zainteresowanie sprzętami domowymi: