czwartek, 7 września 2017

Błażej i trudne sytuacje przedszkolne



Czy katar to choroba?


Kiedy tylko zaczyna się sezon przeziębień przez dziecięce strony internetowe przetacza się dyskusja, czy katar to choroba. Jest to jeden z tych tematów, jak zasadność szczepień przeciwko grypie i szkodliwość słodyczy, w których każdy jest ekspertem. Oczywiście jedni uważają, że katar to zupełnie nic, " u nas w przedszkolu wszystkie dzieci chodzą z glutem, a nawet i kaszlem i nikt nie sieje paniki". Zaraz pojawia się druga strona- " ja jestem dobrą, troskliwą matką i gdy tylko mój synek kichnie - od razu dostaje herbatę z syropem malinowym i żadnych spacerów ani tym bardziej chodzenia do szkoły!".

Kto jest dobrą matką?


Oczywiście tego rodzaju spory, toczone w internecie, sprowadzają się do wygrania w wyścigu, gdzie na mecie czeka medal dla "Najlepszej matki świata". Sporu nie da się jednoznacznie rozstrzygnąć, każdy ma dobre argumenty i właściwie każdy ma rację. Tak to wygląda w zwykłym, normalnym świecie. Gdzie dziecko, które jednak jest chore "na katar" zarazi inne dzieci w przedszkolu i dostaną one na przykład zapalenia krtani, które rozwinie się "z gluta". Będą chorować, jedno z rodziców musi na dwa tygodnie wziąć urlop, szpital w domu, dramat na Facebooku.

Dzieci potrzebujące wyjątkowej troski


A jak ta sytuacja może się skończyć, gdy dziecko ma na przykład ciężką, złożoną wadę serca i średnio pracujące płuca? Jak taki Błażej na przykład. Jak może się skończyć zwykły katar? Czasem po prostu siedzeniem w domu tydzień. Albo siedem dni. Z inhalacjami z soli fizjologicznej. To optymistyczny scenariusz, który właśnie skończyliśmy przerabiać.
W gorszym, ale realnym Błażej dostaje zapalenia krtani, potrzebuje sterydów, których ulotka jest dłuższa niż pisma Ojców Kościoła.  A może zapalenie płuc, koncentrator tlenu i szpital? Niestety także możliwe i prawdopodobne.

Przedszkole


Błażej chodzi do przedszkola specjalnego. Z definicji więc jest to miejsce, gdzie obowiązują inne reguły niż w zwyczajnych przedszkolach. Chodzą do niego dzieci, o które trzeba się wyjątkowo starannie troszczyć.

Co roku podpisujemy z przedszkolem umowę, gdzie:

Rodzic zobowiązuje się do pozostawienia dziecka na czas choroby lub przeziębienia poza opieką przedszkolną zgodnie z procedurą przyprowadzania do przedszkola dzieci zdrowych.

I my tak robimy. Jak tylko Błażej ma objawy infekcji, czyli katar, kaszel, brak apetytu - zostaje w domu. Żeby chronić jego, ale też inne dzieci.  Każdy z rodziców umowę podpisuje, niestety nie każdy ma chęć się z niej wywiązywać. Jedna z koleżanek Błażeja chodzi do przedszkola z glutem do pasa. Zielono - żółtym glutem. Podobno lekarz na to pozwala. Tak? Naprawdę? To może zaświadczenie? A, no zaświadczenie to nie, nie ma czasu. I tak oto już cała grupa w sierpniu była chora. Nie tylko dzieci, nauczyciele także. Prawdopodobieństwo mówi, że mamy prawo przypuszczać, że to właśnie koleżanka Błażeja przynosi do grupy zarazki.

Zamknąć dziecko z obniżoną odpornością  w domu?


Powiecie, że skoro tak się boimy o Błażeja to może powinniśmy zamknąć go w domu, wypisać z przedszkola i problem rozwiązany. Zgadza się, ale dlaczego mielibyśmy tak robić? Przedszkole jest dla Błażeja całym życiem. Jeśli nie chodzi kilka dni to staje się smutny i apatyczny. Podejmujemy ryzyko. Liczymy jednak, że w rodzicach innych dzieci mamy odpowiedzialnych partnerów, którzy troszczą się o całą społeczność przedszkolną.

Wątpliwości


Oczywiście nie da się udowodnić, czy mamy rację. Możemy tylko apelować o rozsądek i trzymanie się zasad. W końcu wszyscy zgodziliśmy się na nie podpisując umowę.

A jak to wygląda u was w przedszkolach i szkołach? Czy chore dzieci chodzą na zajęcia?

poniedziałek, 4 września 2017

Błażej inwestuje w rozwój




Już dawno Błażej nie chwalił się postępami, koniecznie trzeba to nadrobić! Szczególnie dlatego, że jest o czym pisać. Ostatnie pół roku pokazuje, że nawet takie biedne stworki jak Błażej mogą osiągać sukcesy.

EMOCJE


Błażej lubi się przytulać. A właściwie Błażej kocha się przytulać. Kiedyś tak myśleliśmy! Ale okazało się, że są jeszcze wyższe stopnie w lubieniu przytulania się.

Pamiętajcie, że Błażejek spędził wiele miesięcy na oddziałach intensywnej opieki. Pierwszy raz doświadczył dobrego dotyku jak miał dwa, czy może nawet trzy miesiące. Wcześniej byli lekarze, pielęgniarki, zakładanie kroplówek, drenów i odrywanie plastrów. Bolało.

Kiedy pojawił się w domu brak dotyku zamienił w noszenie go całą dobę. Nie przesadzam. Nie mogliśmy odłożyć go nawet na chwilę, bo zaczynał od razu krzyczeć. Był uzależniony od środków uspokajających i morfiny. Po detoksie było lepiej, ale zajęło dobrych kilka miesięcy, aż do kolejnych pobytów w szpitalach. I wszystko od nowa.

Noszenie albo wielki płacz. Później stopniowo było coraz lepiej, ale Błażejek miał sporo trudności w czuciu się dobrze i pewnie. Wzdrygacie się na dźwięk przejeżdżania paznokciem po szkolnej tablicy? Błażej miał kilkanaście takich nadwrażliwości. Na różne smaki, zapachy i faktury. Psia karma, włosy lalki, cytrynowy zapach do ciasta. Trzeba było sporo codziennej pracy, żeby się tego pozbyć.

A jak jest teraz? Teraz Błażej kocha się przytulać. Do rodziców, dziadków, koleżanek w przedszkolu. Nauczył się też odwzajemniać uścisk. Teraz przytula nawet książeczki i zabawkowe samochody! Nie boi się nowych sytuacji, głaskania zwierząt, poznawania smaków, ludzi i miejsc.

CHODZENIE


Błażej ma siedem lat i zaczyna chodzić.  Co prawda z chodzikiem, z pomocą, z dopingiem rodziców, dziadków i terapeutów. Ale to nic! Najważniejsze, że zaczyna rozumieć, po co to właściwie jest i że może jednak nie jest przereklamowane.

Na początku bardzo bał się samodzielnego ruchu. Nadal woli jeździć swoim wózkiem. Kosztuje go to dużo mniej wysiłku i nie potrzebuje wtedy pomocy. Do chodzenia potrzebny jest sprzęt i człowiek. Ale i tak jest coraz lepiej! Chodzenie jest ważnie nie tylko z powodu postępów w samodzielności, ale jest ogromnie potrzebne do poprawy wydolności krążenia. Każdy krok dosłownie cieszy Błażejowe serca.


MAŁE DUŻE CUDA


Nigdy nie oczekiwaliśmy od Błażejka cudów. Od początku wiemy, że ma ogromne ograniczenia wynikające z wady genetycznej. On jednak nie ma świadomości, że  ma trudniej, więc się tym nie przejmuje. Ciężko pracuje, codziennie ma zajęcia i dzięki temu się rozwija.

W swoim tempie, ale wszyscy widzą rezultaty! I jesteśmy z niego dumni.


piątek, 18 sierpnia 2017

Co robić, gdy dowiesz się, że będziesz mieć chore dziecko

szpital wada serca wady wrodzone szpital prokocim
Archiwalny Błażej na Intensywnej Terapii w Szpitalu w Prokocimiu

 

 

Dwoje ludzi, miłość, radość, szczęście. Ciąża, cudownie, bajka - aż do któregoś badania, gdy okazuje się, że jednak coś jest nie tak. Od lekarza do lekarza, wielki strach. Będziemy mieli chore dziecko.

 Co dalej?


Oczywiście wszystko zależy od tego, co to za problemy. Jeśli jednak są już widoczne w ciąży, z reguły jest to coś poważnego. Zespół genetyczny, wada serca, wada mózgu, wady kończyn. Czasem, jak u nas - wszystko na raz. Rozmawiałam o tym momencie, gdy dowiadujemy się o chorobie dziecka z wieloma osobami. Zawsze najpierw jest niedowierzanie, potem powoli oswajamy się z tą myślą. Każdy tak ma. Więc jeśli teraz tak się czujesz - zobaczysz, będzie lepiej. Obiecuję!


Od czego zacząć?

Internet - oczywiście tam  najpierw szukamy informacji. Gdy miał się urodzić Błażej jeszcze bardzo niewiele mogliśmy znaleźć. Jednak przez siedem lat mnóstwo się zmieniło. Są blogi, strony, ale chyba najwięcej osób jest skupionych w grupach na Facebooku. Oferują praktyczne informacje, na temat lekarzy, ośrodków, leków.

Ale nie tylko, są też dla wielu ogromnym wsparciem emocjonalnym. Zdarza się, że rodzice innych chorych dzieci doradzą lepiej niż niejeden lekarz. Moja koleżanka (pozdrawiam Beatko!) dzięki pomocy koleżanek zdiagnozowała u swojej córeczki Tosi problemy hormonalne, których przez kilka lat lekarze nie byli w stanie ustalić. Nie ma się jednak co dziwić i podważać kompetencje lekarzy. Tosia ma rzadką wadę genetyczną, od której nie ma specjalistów. Pomogło doświadczenie innych rodziców i ich kilometrowe wędrówki do lekarzy.

Oczywiście takie porady nie mogą  zastąpić tradycyjnej opieki zdrowotnej! Ale mogą ją doskonale uzupełniać. Jeśli więc potrzebujesz wiedzy, szukaj jej wśród ludzi z podobnymi problemami.
Moim ulubionym blogiem o chłopcu z Zespołem Downa jest Staszek Fistaszek , ze SMARD1 (ciężka choroba genetyczna) jest Mój syn Franek , a o braciach autystach Endorfinki (polecam też ze względu na talent literacki mamy - autorki).
Poczytajcie, to pozwala oswoić się chociaż trochę z tym, co was czeka.

Polska kontra świat


Słyszałam, że w Niemczech rodzice, którzy dowiadują się w ciąży o chorobie dziecka dostają od razu opiekę nie tylko lekarza- specjalisty, ale i psychologa. Który, uwaga, uwaga! na przykład, gdy maluch będzie po urodzeniu potrzebował operacji serca - zabierają rodziców do szpitala, żeby pokazać, jak to będzie wyglądała, jaka jest procedura, co będzie się działo.

Myślę, że dużo łatwiej jest przejść przez ciężkie chwile, gdy chociaż wiemy, gdzie iść, nie gubimy się w szpitalnych korytarzach i wiemy, gdzie dzwonić.

Na samym początku było nam bardzo trudno być z Błażejkiem na intensywnej terapii. Urodził się w poniedziałek, w piątek był już po pierwszej operacji i wtedy widziałam go pierwszy raz od porodu. Inkubatory, urządzenia, respirator, dziesiątki kroplówek, maluszki zaplątane w kable. Nigdy wcześniej nie byłam w taki miejscu. Jestem pewna, że byłoby mi odrobinę łatwiej, gdybym chociaż na zdjęciu wcześniej widziała, jak takie miejsce wygląda.

Co dalej?


Przede wszystkim, pamiętajcie, że nie jesteście sami. Wbrew pozorom jest nas bardzo wielu. Rozmawiałam kiedyś z tatą chłopca, który jest teraz nastolatkiem, a urodził się z wrodzoną wadą serca. Oczywiście w ciąży nic nie było wiadomo. Po urodzeniu chłopiec pojechał prawie od razu do Szpitala w Prokocimiu. Od lekarzy rodzice niewiele się dowiedzieli.  Szukali więc informacji w szpitalnej bibliotece. Nic nie  znaleźli. Pojawiło się w ich głowach więcej pytań niż odpowiedzi.
Teraz, dzięki internetowi mamy dużo łatwiej.

I najważniejsze


Lekarze najczęściej przedstawiają, tak na wszelki przypadek najgorsze scenariusze. Tak już mają i musimy się z tym pogodzić. Bardzo często zdarza się też, że przez niedoskonałość badań prenatalnych diagnozy stawiane w ciąży okazują się być później nie takie straszne, jak się wydawało. Błażej na przykład miał mieć zrośnięty przełyk. Wydawało nam się, że to pewne, skoro tak wychodzi na USG. Ale na szczęście z jego przełykiem jest wszystko w porządku!

Jeśli my  możemy jakoś pomóc, piszcie na wszechswiatblazeja@gmail.com .

poniedziałek, 7 sierpnia 2017

Błażej i wrażliwa sprawa ciuchowa



moda dla dzieci
Błażej na spacerze zawsze stylowo
  
Lubimy stroić Błażeja. Bardzo lubimy. Bardziej ja niż jego tata, ale i on lubi. Tylko się nie przyznaje.

Od czwartego miesiąca ciąży wiedzieliśmy, że Błażej jest chory. Że jego serduszko jest słabe, że nie wiadomo, co będzie. Omijaliśmy więc sklepy z rzeczami dla dzieci szerokim łukiem.
Dopiero kilka dni przed porodem kupiliśmy kilka ubranek do szpitala, resztą zajęła się babcia.

Gdy był na Oddziale Intensywnej Terapii długo nie mógł być ubierany . Zamiast kolorowych pajacyków były kable, plastry i wkłucia. Gdy było już lepiej, codziennie przynosiliśmy mu odkażone ubrania z domu, żeby miał chociaż taką minimalną jego namiastkę. Gdyby nie miał swoich pielęgniarki zakładałyby mu ubranka szpitalne.

Teraz zawsze staramy się, żeby miał ładne, kolorowe ubrania, stosowne do wieku. Zdarza nam się widzieć dzieci niepełnosprawne, których rodzice ubierają je, jakby były młodsze niż są. Albo starsze. Może wiedzieliście niepełnosprawnego nastolatka ubranego jak staruszek? My tak. Niestety.

Oczywiście, że Błażej nie zdaje sobie sprawy z tego, czy idzie do przedszkola w śpiochach, czy w koszulce i spodniach. Ale to, jak wygląda wpływa na to, jak reagują na niego ludzie. Kiedy ma wesołą żółtą kurtkę jest dużo większa szansa, że ktoś się do niego uśmiechnie w sklepie, niż gdyby był w różowej pidżamie.

Zdrowe dziecko, które obserwuje, jak ubierają się rówieśnicy nigdy nie zgodziłoby się na założenie czegoś, co wzbudziłoby śmiech kolegów. W przypadku dzieci niepełnosprawnych musimy o to zadbać sami.

Niedawno widziałam wpis  w internecie, na grupie skupiającej rodziców dzieci z problemami. Był o tym, gdzie można kupić jednoczęściowe ubrania dla niemowlaków w rozmiarze do 110 cm. O ile zdrowego czterolatka  można namówić do założenia bodziaka o tyle raczej nie jest to stosowne ubranie dla chorego siedmio, ośmio, czy dzisięciolatka. Ale ono o tym nie wie, więc są rodzice, którzy idą na łatwiznę. Zainteresowanie sklepem było spore.

Błażej jest malutki, nosi właśnie rozmiar 110. Ubrania kupujemy na wyprzedażach i z drugiej ręki, ale zawsze są do fasony dla siedmiolatków.

Każde dziecko ma prawo do szacunku, a to wyraża się także w stosownym ubiorze.

moda dzieci
Błażej w zoo także elegancko





środa, 2 sierpnia 2017

Siedem!



Sporo osób na niego czekało. Rodzice, dziadowie, ciocie i wujkowie - ale to standardowo. Taki zestaw ważnych osób zwykle czeka na każdego maluszka.

Na urodziny Błażejka byliśmy jednak umówieni z pokaźną grupą lekarzy. W gotowości był też oddział Instensywnej Opieki, a na naszej sali stał inkubator gotowy na przyjęcie nowego lokatora.

Przy porodzie była mama, wiadomo - niezbędna. Do tego dwóch lekarzy zajmowało się cięciem cesarskim. Poród naturalny wykluczył kardiolog z powodu ciężkiej wady serca - żeby się Błażej nie zmęczył.

Na sali była też pani doktor neonatolog, a w sali obok kardiolog - żeby od razu mogli zająć się naszym człowieczkiem - zagadką.

Bo właśnie zagadką wtedy był. Medyczną zagadką. Dla od początku był po prostu Błażejem. Niestety nie dało się powiedzieć jaki będzie, gdy pojawi się po drugiej stronie brzucha. Medycyna to statystyki, które jednak w zderzeniu z konkretnym przypadkiem często nie mają dużej wartości. W dodatku niedoskonałość badań prenatalnych i brak podobnych do Błażeja dzieci sprawiały, że nikt nie wiedział, kto to dokładnie jest ten Błażej Kwiecień i jak się zachowa po urodzeniu.

Oczywiście lekarze przedstawiali najgorsze scenariusze.

Byliśmy przygotowani na to, że od razu może mieć problemy z oddychaniem, dlatego lekarze mieli też w pogotowiu respirator. Wbrew wszystkiemu Błażej pięknie zapłakał, jak każde inne dziecko i nawet dostał dziewięć punktów w skali Apgar. Zamiast przytulenia dostał jednak od razu miejscówkę w inkubatorze i pojechał na Oddział Intensywnej Terapii.

Lekarze podejrzewali u Błażejka zrośnięcie przełyku, więc niestety nie dostał nic do jedzenia, za to sporo kroplówek nawadniających i z lekami na serduszko. Pobadali go i już następnego dnia pojechał do Szpitala w Prokocimiu.

Taki to był nasz pierwszy dzień, słodko - gorzki. Nie było tak źle jak mogło być, ale cudu omyłkowo rozpoznanej choroby też nie było. I tak nam mija siedem wspólnych lat niezmiennie z dobrymi i złymi chwilami.

Ale aktualnie jest bardzo dobrze:) Cieszymy się końcem wakacji, przedszkole już otwarte!





sobota, 24 czerwca 2017

Jaki jest tata Błażeja

operacja serca kardiochirurgia intensywna terapia
Błażej z tatą na Intensywnej Terapii

 Tata chorego dziecka jak każdy inny tata?

 

Dzisiaj trochę spóźniony wpis z okazji Dnia Ojca. Jacy są ojcowie dzieci niepełnosprawnych? Czy mają jakieś dodatkowe cechy, zdolności, role? Jak jest ze wszystkimi ? Nie mam pojęcia. Jeśli słyszeliście o takich badaniach, dajcie znać!

Mamy dzieci niepełnosprawnych co jakiś czas uczestniczą w badaniach socjologicznych, psychologicznych albo pedagogicznych, o ojcach chyba mało kto myśli.

Na pewno funkcjonuje stereotyp, że  ojcowie chorych dzieci mówią, że sytuacja ich przerasta i odchodzą. Nie znam statystyk, ale patrząc na rodziny kolegów Błażeja z przedszkola, na pewno większość ma na co dzień i mamę i tatę. Mimo że sytuacja często faktycznie przerasta, ale zarówno mamę jak i tatę.

Dzieci niepełnosprawne rodzą się w takich samych rodzinach, jak zdrowe. Często jesteśmy idealizowani i słyszmy, że ktoś by nie dał rady, gdyby był w naszej sytuacji. Część by dała, część nie. Tak samo jak w rodzinach, gdzie są zdrowe dzieci.


Równowaga


Dzieci niepełnosprawne potrzebują dużego wsparcia. Więc i ojcostwo wygląda inaczej. Błażej być może nigdy nie nauczy się samodzielnie jeździć na rowerze. Tata uczy go więc chodzić. Chociaż zwykle tata z sześciolatkiem raczej chodzi grać w piłkę. Tata Błażeja zakłada mu ortezy, buty i do roboty.

Zabawa z niepełnosprawnym dzieckiem często nie jest łatwa. Błażejek nie przybiegnie z klockami, żeby razem z tatą zbudować wieżę. Trzeba być cierpliwym, bardzo kreatywnym i zaangażowanym. Uważnie patrzeć na subtelne znaki, podążać za możliwościami i chęciami Błażeja.

Oboje nadal się tego uczymy. Najważniejsze to dzielić się opieką. Dla jednej osoby to naprawdę za dużo. Tak, tak - tutaj ja mam ochotę napisać, że nie dałabym rady sama w takiej sytuacji. Ale oczywiście znamy mamy i  ojców, którzy samotnie wychowują chore dzieci i radzą sobie świetnie. We dwoje jednak zdecydowanie łatwiej.


wrodzona wada serca intensywna terapia noworodek
Jedno z pierwszych wspólnych zdjęć


Tata Błażeja



W związku z tym, że moją pracą jest opieka nad Błażejkiem, a tata zajmuje się pracą zawodową, oczywiste jest, że spędza z nim mniej czasu. Ale nie tylko się kochają, ale też lubią i gdy tylko to możliwe mają dużo wspólnych pomysłów.

To tata prowadził pierwsze rozmowy z lekarzami na temat Błażeja, podpisywał zgodę na operację. Błażejek miał wtedy cztery dni. Tata czekał kilka godzin sam pod drzwiami sali operacyjnej, a potem pierwszy zobaczył, jak wygląda świat na Intensywnej Terapii Kardiochirurgicznej. A jest to bardzo smutne, porażające wręcz miejsce. Wszędzie kable, pikające urządzenia i biedne maluszki otoczone urządzeniami niezbędnymi do życia.

Teraz, gdy nasze życie jest prawie normalne tata jest Błażejkowym inżynierem i dostosowuje dla niego różne rzeczy.

Podejmują też wspólnie różne ryzykowne zabawy, jak kręcenie się Błażeja na karuzeli bez przypinania. Ja długo nosiłam na plac zabaw specjalne szelki, żeby zabezpieczać Błażeja przed upadkiem. Bardzo wysoko się też huśtają. Na szczęście chodzą wtedy beze mnie, żebym nie wprowadzała nadopiekuńczej atmosfery.

Na pewno nie jest łatwo być ani tatą, ani mamą dziecka niepełnosprawnego, ale Błażej mówi, że oboje damy sobie dobrze radę:)

Pozdrawiamy wszystkich tatusiów!


chłopiec tata lalka
Błażej, tata i lala




piątek, 9 czerwca 2017

Rodzicu! Wrzuć na luz!

Strachy mamy

Kiedy masz dziecko często się o nie boisz. Żeby nic mu się nie stało, żeby nikt nie zrobił mu krzywdy, żeby nie zachorowało.

Kiedy masz dziecko niepełnosprawne boisz się o to wszystko i jeszcze mnóstwa innych rzeczy. Ja boję się wirusów i bakterii. Że będzie miał zapalenie krtani, płuc, męczący kaszel. Że będzie przez to potrzebował tlenu, że trafi do szpitala, gdzie czyhają kolejne zarazki.

Muszę walczyć ze swoimi lękami, żeby mną nie zawładnęły i nie zdecydowały, że trzeba Błażeja zamknąć w domu. Lepiej nigdzie nie chodzić, wtedy na pewno nie spotkamy chorych ludzi. Chorych i głośnych. Aha, bo Błażej boi się hałasu, więc wielkich skupisk ludzkich unikam. I jeszcze głośnej muzyki się boi. No i oczywiście nowych sytuacji i nowych miejsc.

A co jeśli wymyślę, że w ramach niedzielnej wycieczki możemy pojechać na wystawę zwierząt? Taką, która co roku z plakatów kusi, żeby ją odwiedzić. Idealne miejsce dla dzieci! reklamują, a ja myślę, ok, ale Błażej nie jest zwykłym dzieckiem. Czy to się uda?

Kiedy dojeżdżamy na miejsce mam ochotę zawrócić i spędzić czas tak, jak wiem, że Błażej na pewno lubi. Ale już jest za późno, jesteśmy na miejscu.

Nie ma się czego bać

Wchodzimy, Błażej się rozgląda. Czuję, że za chwilę stracimy czterdzieści złotych za które kupiliśmy bilety. Nasz dzielny chłopczyk rozgląda się. Wokół pawie, kaczki, gęsi, owady, psy, koty i gigantyczne króliki. No i oczywiście tłumy ludzi, którzy głośno rozmawiają, przepychają się i chaotycznie chodzą. Teoretycznie Błażejkowi nie powinno się tutaj podobać. W praktyce jest zachwycony! Cały czas się uśmiecha, pokazuje, gdzie tata ma go jeszcze zanieść, z wielkim uśmiechem głaszcze węża.

Nie dawajmy się zwariować

Wszyscy wiedzą, że Błażej nie lubi siedzieć w domu. Że rano chce jechać szybko do przedszkola, potem drzemka, obiad i jest gotowy do kolejnych zajęć poza domem. Niekoniecznie jednak jest miłośnikiem nowości. Ale jak widać, może być tak, że coś po prostu mu się spodoba. Coś zwykłego, co lubią zdrowe dzieci. Jak ta wystawa zwierząt. Tylko rodzice (głównie mama) muszą wrzucić na luz, pozwolić mu testować nowe przyjemności i nie zakładać od razu najgorszego. Bo może po prostu być fajnie!
  
wąż wystawa zwierząt
Błażej z tatą i wężem